ul. Staszica 2,
65-175 Zielona Góra
tel. (068) 452-51-00

e-mail: sekretariat@zseis.zgora.pl

Szanujmy wspomnienia...
... i szanujmy ludzi, dla których szkoła to nie tylko miejsce pracy, ale przede
wszystkim pasja.


Zbigniew Adrian,
pracował w Szkole w latach 1967 - 2001 na stanowisku nauczyciela zawodu ( na podstawie wywiadu)

Do pracy w szkole zaangażował mnie dyrektor Urbański. Szedłem właśnie z pracy, z Lumelu. Spotkałem pana dyrektora, porozmawialiśmy o wszystkim i... zapytał, czy nie podjąłbym się
uczenia w szkole. Dyrektor znał mnie z czasów, gdy chodziłem jeszcze do szkoły. Uczył mnie. Byłem bliskim kolegą jego syna. Niewiele miałem do powiedzenia. Pan Urbański sam zadzwonił
do dyrektora Lumelu i za porozumieniem stron przeszedłem do pracy w szkole. Pracownię przygotowywałem sobie sam. Pomieszczenie, które mi przydzielono, zawalały rupiecie. Byłem załamany. Energii do pracy i przełamania niechęci dostarczała mi świadomość, że na moje
działania patrzą: dyrektor Urbański, Łukaszewicz, Sobociński, Meliński, Trąt, Wdowiński, Wrojkosa... Byłem ich uczniem, nie mogłem ich zawieść. Praca tak mnie „wciągnęła" i dała tyle satysfakcji, że dłużyły mi się wakacje. Denerwowało mnie, że muszę czekać aż dwa miesiące. Myślę, że zadziałała też wspaniała atmosfera. Bardzo się wszyscy lubiliśmy i wspieraliśmy. Nas, młodych, było chyba pięciu, pozostali to ludzie po pięćdziesiątce, wobec których zawsze
musieliśmy być „w porządku".
...pierwszą nagrodę kuratora. W 1971 roku. Byłem bardzo zaskoczony. Dodatkowo otrzymałem od zakładów opiekuńczych, z ZURiTu, tranzystorowe radio. W tamtych latach to był „hit". Czułem
się dowartościowany, pracowałem przecież dopiero pięć lat. Ze wzruszeniem wspominam również dyrektora Urbańskiego - surowego i wyrozumiałego, koleżeńskiego i „dyrektorskiego" kiedy
trzeba. To człowiek przez duże „C". Taki dyrektor Tokarz do kwadratu. Pewnego wieczoru, po jakiejś długotrwałej pracy, z kolegą od PO postanowiliśmy postrzelać. Ten kolega był zawodnikiem „Gwardii", dobrym strzelcem. Chcieliśmy porównać nasze umiejętności.
Długo nie trwało, a korytarz szkolny zamienił się w strzelnicę. Ściany wyłożyliśmy materacami z sali gimnastycznej i kilkunastu „zapaleńców" rozpoczęło zawody. Niesamowity huk „ściągnął"
dyrektora Urbańskiego. Zrobił nam piekielną awanturę, odsądził „od czci i wiary" a po dwudziestu minutach rzekł: „Dajcie postrzelać". Trwało to do północy. Rano, na suficie i ścianach ujrzeliśmy „sito". Następną noc spędziliśmy na remontowaniu korytarza. Po
naszej zabawie nie było śladu.

Co jest najbardziej przykre? Że wielu ludzi musiało odejść zbyt wcześnie. Jedni - z powodów ostatecznych - śmierci, inni - politycznych. Utrata przyjaciół zawsze boli.

Czego żałuję? Atmosfery tamtych czasów. Wspólnej pracy bez patrzenia na zegarek i zaglądania w kalendarz - czy to sobota czy niedziela. Gdy trzeba było, wszyscy podwijali rękawy (dyrektor
Urbański też) i budowali szkołę. Pojęcie „nadgodzin" nie funkcjonowało

Zofia Bożek,
pracowała w Szkole w latach 1964- 1995 na stanowisku nauczyciela języka rosyjskiego
( na podstawie wywiadu).

Studiowałam w Krakowie filologię rosyjską, a ponieważ mieszkałam w Szlichtyngowej, otrzymałam stypendium z zielonogórskiego Kuratorium. W 1964 roku, po ukończeniu studiów, zgłosiłam swoją gotowość do pracy, przypominając, że stypendyści mają zagwarantowane
mieszkanie. Zaproponowano mi tę szkołę. Do pracy przyjął mnie ówczesny dyrektor - Zenon Urbański. Od pierwszego dnia stworzył mi przychylną atmosferę, wprowadził w tajniki pracy.
Grono było bardzo zżyte. Widać to było podczas organizacji wieczorków tanecznych, międzyzakładowych turniejów brydżowych, wspólnych wyjazdów. Pewnie dzięki tej miłej atmosferze moje całe „życie zawodowe" przebiegło w jednej szkole. Takich jak
ja było więcej, np. Ryszard Wojciechowski, Iwona Rączka, Ela Relewicz

W 1968 roku 15 marca urodziłam moją pierwszą córkę, Anulę. Proszę pamiętać, że w Polsce był to czas studenckich zamieszek. Byłam wtedy wychowawczynią czwartej klasy o specjalności radio-
technika i telewizja. Moi kochani wychowankowie z własnoręcznie zrobionymi transparentami (w języku polskim i rosyjskim) przybyli pod szpital. Wtedy mieścił się on przy Alei Niepodległości - obok dzisiejszego gmachu teatru. Skandowali coś na cześć narodzin mojej córeczki. W pewnym momencie pod szpital podjechała ciężarowa buda milicyjna i, mimo protestów i wyjaśnień dyrektora szpitala, wsadzono uczniów do „Stara" i zawieziono panu dyrektorowi do szkoły. Nie znam reakcji pana Urbańskiego, ale uczniowie wspominają to wydarzenie z nieopisaną radością, a ja... ze wzruszeniem!
Na dowód tego mam do dziś zdjęcia moich wychowanków z transparentami. Gdy w latach dziewięćdziesiątych zrezygnowano z obowiązkowej nauki języka rosyjskiego, w czasie wakacji zlikwidowano gabinety, w których przez lata gromadziliśmy pomoce naukowe. Pod koniec sierpnia przyszłam na radę pedagogiczną i na korytarzu zobaczyłam leżącą bezładnie stertę słowników, podręczników, map, albumów, plansz i tablic gramatycznych. Moja praca „poszła na
śmietnik"!

Helena Jaworska
pracownik administracji od roku 1972, obecnie na stanowisku specjalista do spraw administracyjnych; otrzymała Srebrny Krzyż Zasługi
( na podstawie rozmowy przeprowadzonej w Szkole w dniu 3 marca 2005 roku).

W dowodzie osobistym, w rubryce zatrudnienie, mam jedną pieczątkę i jest ona ciągle aktualna, chociaż minęło ponad 30 lat odjej postawienia. Do Szkoły trafiłam jako praktykantka klasy o specjalności pracownik administracyjno-biurowy. Praktykowałam pod okiem doświadczonej
pani Franciszki Kuriaty. Spodobało mi się. Gdy skończyłam zasadniczą szkołę zawodową, od  razu podjęłam pracę w Szkole, a naukę kontynuowałam w trybie wieczorowym w Liceum
Ogólnokształcącym na ul. Strzeleckiej. Do pracy przyjął mnie dyrektor Nieruchalski na stanowisko młodszego referenta. Pani Kuriata wprowadziła we wszystko, co dotyczyło szkolnego sekretariatu. Była dla mnie wzorem. Pracowałyśmy razem do 1981 roku - wtedy przeszła na emeryturę.Pracę w sekretariacie trzeba dobrze zorganizować, żeby nie zagubić się w ogromnej ilości papierów i spraw. Do sekretariatu przychodzą wszyscy: dyrekcja, nauczyciele, uczniowie, rodzice. Każdy chce coś załatwić, zapytać o coś, albo zwyczajnie powiedzieć co mu leży na sercu. Bardzo dużo się dzieje, każdego dnia. Czy lubię taką pracę? Ja ją po prostu uwielbiam, bo nie jest nudna i pochłania dużo energii, a ja jej mam niemało. Kiedyś pisałam na maszynie do pisania „Łucznik", później na maszynie elektrycznej, w 1986 roku dyrektor Murzyński zakupił
elektroniczną maszynę z pamięciami „Roboton". W latach 90-tych na kursach komputerowych I i II stopnia nauczyłam się obsługiwać komputer. Przebudowałam wtedy sekretariat, w którym znalazły się nowe meble i nowy sprzęt komputerowy.Pracowałam ze wszystkimi dyrektorami Szkoły, od 1972 roku. Z Janem Nieruchalskim, Stanisławem Miłkiem, Józefem Murzyńskim,
Andrzejem Breitkopfem, obecnie ze Stanisławem Rogulskim. Każdy dyrektor był inny i miał swój styl pracy. Trzeba się było dostosować. Dyrektor Murzyński bardzo cenił pracę sekretariatu.
Stwarzał miłą atmosferę, potrafił wysłuchać, doradzić, był bardzo konkretny.
Lata szczególne: na pewno rok 1974 – przenosiny Szkoły do budynku na ul. Wyspiańskiego. Sadzenie lasku przy Szkole – pracowało całe grono, wspólnie, jak jedna rodzina. Bardzo nas to zjednoczyło. Rok 2002 – przenosiny Szkoły z Wyspiańskiego na Bema. Zintegrowanie kadry. Nowy rozdział w historii szkoły.
1

Mariusz Kmiećkowiak
Ostatnio zmodyfikowany: 2009-03-11 21:49:01

Powrót
<<

  Copyright © 2001-2017 Zespół Szkół Elektronicznych i Samochodowych
ZSEIS Group - Krystian Chrystowicz, Kajetan Hryńczuk, opiekun mgr Mariusz Kmiećkowiak

Odwiedziło nas już  osób.  

                Valid XHTML 1.0 Transitional   Poprawny CSS!   Statystyka serwera  Webmail 
Praca dla absolwenta
Drogi Absolwencie Zespołu Szkół Elektronicznych i Samochodowych!
Jeśli ukończyłeś szkołę i szukasz stałej lub wakacyjnej pracy, zapoznaj się z ofertami lokalnych pracodawców.
Kliknij i zobacz aktualne oferty pracy


Celem firmy AUDIT Doradztwo Personalne Sp. z o.o. są m. in. działania na rzecz podniesienia poziomu kształcenia zawodowego ze szczególnym uwzględnieniem dostosowania oferty edukacyjnej do aktualnych potrzeb rynku pracy. Pracownicy firmy zajmują się doradztwem zawodowym oraz wspierają absolwentów w zakresie aktywizacji zawodowej.

Seco/Warwick
13 stycznia 2016r podpisaliśmy z firmą SECO/WARWICK porozumienie o współpracy. Firma obejmie patronatem nową pracownię dydaktyczną - sterowania PLC. Otwarcie pracowni planujemy pod koniec marca.

POLAND, RUSSIA, GERMANY, FRANCE,USA, INDIA, CHINA
SECO/WARWICK jest technologicznym liderem innowacyjnych rozwiązań do obróbki cieplnej metali. Specjalizacja firmy obejmuje rozwiązania typu end-to-end dla 5 kategorii: obróbki cieplnej w próżni, aluminium i w atmosferach oraz lutowanie wymienników ciepła i metalurgii próżniowej.
Grupa SECO/WARWICK to 10 spółek na 3 kontynentach z klientami w 70 krajach. Grupa dostarcza standardowe lub dedykowane, supernowoczesne urządzenia i technologie do obróbki cieplnej do czołowych firm z branży samochodowej, lotniczej elektronicznej, maszynowej, narzędziowej, medycznej, recyklingowej, energetycznej włącznie z atomową, wiatrową, paliwową i słoneczną oraz produkcji: stali, tytanu i aluminium.
Z podpisaniem dokumentu o współpracy wiąże się szereg korzyści: praktyki, szkolenia dla uczniów w szkole i w siedzibie firmy - wycieczki dydaktyczne, staże i doposażenie pracowni - pracownia patronacka.
Partnerzy